Panie Generale objął Pan prestiżowe stanowisko Zastępcy Dowódcy Strategicznego NATO ds. Transformacji w dowództwie sojuszu w Norfolk w amerykańskim stanie Wirginia to ogromne wyróżnienie, a także duża odpowiedzialność. Jaka była Pana droga do tak dużego sukcesu?Długa i ciernista, chociaż czasem sukces przychodził zupełnie niespodziewanie. Czasem okazja puka bardzo cichutko do drzwi – nie wolno się bać ich otworzyć. Za nimi są zawsze nowe wyzwania i możliwości do zrobienia czegoś pożytecznego, co zostanie docenione przez innych.
Czym jest „ten” sukces?Ten ‘sukces’ to praca zespołowa. To wyraz wiarygodności naszego wspaniałego kraju, który będąc godnym zaufania członkiem Sojuszu od 11 lat wykorzystał ten czas by udowodnić, że żołnierze z orzełkiem na beretach są najwyższej klasy profesjonalistami, doskonałymi organizatorami i dowódcami. To właśnie to zbiorowe osiągniecie wszystkich żołnierzy, którzy dali się poznać sojusznikom z najlepszej strony zaowocowało tym, że władze Sojuszu doszły do wniosku, iż już nadszedł czas, by powierzyć Polakowi tak wysokie i odpowiedzialne stanowisko w strukturach dowodzenia NATO.
Tak więc uważam, że wybór mojej osoby na tak prestiżowe i jedno z najwyższych stanowisk w strukturach dowódczych NATO to przede wszystkim wyraz zaufania dla Polski, dla jej wiarygodnej polityki bezpieczeństwa i dla mojej osoby. Stanowi to dla mnie dodatkowy bodziec do kreatywnej pracy, aby tego zaufania nie zawieść, lecz w miarę moich zdolności i możliwości przyczynić się jego pogłębienia. Mam świadomość, że wyniki mojej pracy będą rzutowały na postrzeganie nie tylko mnie i nie tylko polskich żołnierzy, ale również na postrzeganie Polski, jako sojusznika. To naprawdę bardzo mobilizująca świadomość.
Czym się zatem zajmuje Zastępca Dowódcy Strategicznego NATO ds. Transformacji?Zacznę może od roli Dowództwa, jako takiego. Definicja jego roli jest zwodniczo prosta: - zarządzanie i kierowanie procesami transformacyjnymi Sojuszu. Za tą prostą definicją kryje się jednak bardzo wytężona praca – Dowództwo jest odpowiedzialne za to, by przeróżne zdolności, które posiada lub będzie posiadać Sojusz i jego państwa członkowskie były skrojone na miarę wyzwań podczas bieżących i przyszłych operacji NATO. Moja rola w Dowództwie polega z jednej strony na wspieraniu Dowódcy w jego bieżących działaniach, pracach koncepcyjnych i ich wdrażaniu, współpracy z innymi organizacjami międzynarodowymi i siłami zbrojnymi państw sojuszniczych oraz państw z Sojuszem współpracujących. Z drugiej strony moja rola polega też na reprezentowaniu Dowództwa na zewnątrz, przedstawianie jego stanowiska w odniesieniu do aspektów politycznych, obronnych i bezpieczeństwa związanych z Sojuszem, a w szczególności jego transformacją. Jak łatwo sobie wyobrazić - mój dzień roboczy jest pełen zadań i wyzwań, z czego, nawiasem mówiąc, bardzo się cieszę, bo jestem z natury człowiekiem aktywnym i uwielbiam wyzwania intelektualne. Jednocześnie muszę dodać, że moje dotychczasowe doświadczenia operacyjne w wielu dużych operacjach sojuszu, bardzo mi w tym pomagają.
Ile czasu zajęło Panu podjęcie decyzji? To przecież zmiana całego życia?Nigdy w swoim, muszę przyznać, barwnym życiu nie miałem za wiele czasu na podejmowanie decyzji. W kilku ekstremalnych sytuacjach, nie mając czasu na dokładną analizę sytuacji, podejmowałem decyzję w oparciu o instynkt, który, jak widać, mnie nie zawiódł. W tym przypadku, po zgłoszeniu mojej kandydatury przez Ministra Obrony Narodowej pana Bogdana Klicha, miałem kilkanaście dni na podjęcie decyzji. Czas ten wykorzystałem i po kilku dniach konsultacji z wieloma stronami (w tym z moją żoną) podjąłem się tego wyzwania.
Dotychczas stanowiska tej rangi obejmowali w NATO tylko Amerykanie, Brytyjczycy, Niemcy, Francuzi i Włosi. Polska będzie szóstym krajem ze stanowiskiem tego szczebla. Co Pan czuł na wieść o tej nominacji?
Jak już wcześniej wspomniałem – czułem satysfakcję i dumę z tego, że to Polska jest tym krajem, który wchodzi do ekskluzywnego klubu czterogwiazdkowych generałów w strukturach dowodzenia NATO, a ja jestem tym, który Polskę w tym klubie reprezentuje.
Trzynaście z 41 lat służby wojskowej spędził Pan na różnego rodzaju misjach ONZ i NATO, czy da się pogodzić karierę zawodową z życiem prywatnym?Służbę wojskową rozpocząłem w 1969 z wieloma wspaniałymi kolegami, z których w 18 zostało generałami. Zajmowali oni i wciąż zajmują najwyższe stanowiska w hierarchii Sił Zbrojnych RP. Niestety, dwóch z nich zginęło w katastrofie samolotowej w Smoleńsku. Mówię tu o Szefie Sztabu Generalnego generale Franciszku Gągorze, wspaniałym żołnierzu i koledze który, gdyby nie ten tragiczny wypadek, byłby dzisiaj Przewodniczącym Komitetu Wojskowego NATO i o gen. broni Bronisławie Kwiatkowskim.
Z moich podchorążackich czasów tylko obecny Dowódca Wojsk Lądowych – Zbigniew Głowienka i ja służymy w Wojsku Polskim. Mogę powiedzieć z pełną odpowiedzialnością, że my obaj obecnie jesteśmy żywym przykładem transformacji Sił Zbrojnych RP, które to siły zajmują znaczące miejsce w strukturach wojskowych Sojuszu. Wracając do pytania – służę Ojczyźnie 41 lat, z czego 13 lat poza granicami kraju, w tym biorąc udział w 3 operacjach wojennych: na Bałkanach, w Iraku i w Afganistanie.
Muszę tu z całą mocą podkreślić, że moja żona niosła przez te lata na swoich barkach lwią część odpowiedzialności za wychowanie naszych wspaniałych dzieci – trzech synów i jednej córki, z których jesteśmy oboje bardzo dumni. Ja byłem tak bardzo rozpędzony w tym, co robiłem, że czasem zdarzało mi się nie pamiętać, jak ważną częścią naszego życia są nasi najbliżsi. Na szczęście mam taką współtowarzyszkę życia, która mi to na czas uświadamiała. Jestem jej za to bardzo wdzięczny.
Jest Pan miłośnikiem skoków spadochronowych, ale wiem, że zaraził Pan również córkę? Jacyś jeszcze członkowie rodziny? Przyjaciele?Moja miłość do skoków spadochronowych zaczęła się w najwcześniejszych latach mojego młodzieńczego życia, to jest od 1969 roku ,kiedy oddałem pierwszy swój skok. Później to się tak potoczyło, że skacząc wiele lat wyczynowo i sportowo oraz rekreacyjnie ‘włóczyłem’ się po rożnych lotniskach, lądowiskach i ‘drop zones’, często z moimi dorastającymi dziećmi i z moją żoną, która nie zawsze patrzyła przychylnym okiem na to, co wyrabiałem w powietrzu.
Tak się złożyło, że moich dwóch najstarszych synów poszło w moje ślady i dziś służą w Wojsku Polskim, w oddziałach specjalnych i są wysokiej klasy specjalistami. Ze względu na charakter ich służby nie mogę jednak zdradzić nazwy ich jednostki i ich stopnia wojskowego, mogę natomiast powiedzieć, że pośród wielu innych specjalności, które posiadają, są również instruktorami spadochronowymi klasy I z ponad 600 skokami na swoim koncie.
Moja córka Magdalena wykonała zaś niemal 100 skoków i w pewnym momencie zaprzestała, co było jej decyzją, którą bardzo szanuję i uważam, ze postąpiła zgodnie ze swoim odczuciem. Nie będę się wdawał w opis okoliczności, w jakich to nastąpiło i powiem tylko, że moje siwe włosy ‘zawdzięczam’ częściowo tym właśnie okolicznościom.
W wywiadach często powtarza Pan, iż nie pamięta ile oddał skoków, ale... "coś ponad 3 tys." Z czego kilkanaście razy... spadochron mi się nie otworzył. Co wtedy? - Jak to co? Otworzył się zapasowy? Lubi Pan ryzyko?Dokładnie dziś wiem, ile mam skoków - 3214. Wiem to, gdyż taka liczba znajduje się w moim dzienniku skoków bardzo skrupulatnie prowadzonym przez szefa sekcji spadochronowej WKS ‘Wawel’, kpt. A..Gosiewskiego.
Rzeczywiście, na te ponad 3 tysiące skoków, 14 razy używałem spadochronu zapasowego w sytuacjach awaryjnych, Czy to dużo czy mało? Dobre pytanie!! Znalem takich skoczków, którzy mieli nawet 2000 skoków i nigdy nie mając sytuacji awaryjnej nie otwierali spadochronu zapasowego, a kiedy nadszedł czas próby, niestety zadziałali źle (a może lepiej – nieprawidłowo wykonali niezbędne czynności?) i w wyniku tego ponieśli śmierć.
Moja odpowiedź brzmi więc: czas próby jest czasem sprawdzenia człowieka i jego umiejętności.
To, co robię jest ryzykiem, ale nie ryzykanctwem, jest świadomą próbą sprawdzenia swoich możliwości w ekstremalnych sytuacjach. Chociaż, oczywiście, nie ukrywam, że lubię sytuacje, w których adrenalina skacze do góry, choćby, dlatego, że cholesterol leci wtedy na łeb na szyję w dół. Lecz nigdy przenigdy swoimi decyzjami nie narażę swoich podwładnych na bezsensowne niebezpieczeństwo i ryzyko, chociaż jest to jedno z najtrudniejszych wyzwań dla każdego dowódcy szczególnie w obliczu prowadzonych operacji.
Panie Generale dlaczego młodzi wykształceni mężczyźni uciekają od wojska jak od ognia?Nie potwierdzam tej opinii. Proszę tylko spojrzeć na statystyki dotyczące chętnych do służby w Siłach Zbrojnych RP. Dobrym przykładem jest tu Szkoła Oficerska we Wrocławiu – tam było ostatnio 12 chętnych na jedno miejsce. W szkołach podoficerskich jest podobnie. Nie ulega wątpliwości, że sytuacja po wprowadzeniu armii zawodowej sytuacja zmienia się jeszcze bardziej na korzyść Sił Zbrojnych.
(red.) Czyli obalamy mit.
Jakie trzeba mieć cechy i predyspozycje, aby osiągnąć sukces na miarę Pana dokonań?Mieć cel w życiu, konsekwentnie do niego dążyć. Zdobywać wiedzę i kształcić umiejętności, przejść poszczególne szczeble kariery wojskowej i cywilnej, wierzyć w siebie, lubić siebie ludzi wokół, być sobą, kochać swoich najbliższych i być dumny ze swoich korzeni i kraju, w którym się urodziło, dorastało i żyje.
Jaki jest Mieczysław Bieniek prywatnie?Chyba ‘niezłym, zjadalnym’ gościem dla otoczenia z poczuciem humoru dystansem do swojej osoby. Choć czasem może nazbyt ‘widocznym’.
Jak zatem spędza Pan wolny czas? Aktywnie czy spokojnie?Zdecydowanie ‘aktywnie’
Może Pan polecić jakąś dobrą książkę/ film?(Czytam sporo, stąd spory rozstrzał, ale każda z tych pozycji jest zdecydowanie godna polecenia:)
„Stąd do wieczności” – (zarówno książka, której autorem jest) James Jones (, jak i film z niezapomnianymi rolami Burta Lancastera I Franka Sinatry)
‘Hitler – studium tyranii” – Allan Bullock ( - niedawne, ale wręcz klasyczne już dzieło pozwalające zrozumieć tragiczną rolę Hitlera w rozwoju III Rzeszy)
„Mistrz i Małgorzata” – Michaił Bułhakow ( - kilka lat temu ukazała się świetna, rosyjska ekranizacja tej książki)
„Lesio” – Joanna Chmielewska ( - ‘zabójcze’ poczucie humoru pani Joanny trafia chyba do każdego)
„Krucjata w Europie „– D.EISENHOWER (general dowódca alianckich wojsk koalicyjnych w czasie II wojny światowej-pozycja godna uwagi dla każdego, kto interesuje się strategia i zarządzaniem)
”Wspomnienia i refleksje.” -G.ŻUKOW (Marszałek ZSRR jeden z wybitniejszych dowódców II wojny światowej)
Mieczysław Bieniek, generał broni - Rocznik 1951. Ukończył Akademię Sztabu Generalnego Wojska Polskiego (1981) oraz studia podyplomowe w Królewskiej Akademii Studiów Obronnych w Wielkiej Brytanii (1995). Specjalista z zakresu wojsk powietrzno-desantowych i sił specjalnych. Dowodził m.in. 6. Brygadą Desantowo-Szturmową w Krakowie i 25. Brygadą Kawalerii Powietrznej w Tomaszowie Mazowieckim. Był dowódcą polskiego kontyngentu w Syrii i brygady Nordycko-Polskiej SFOR w Bośni i Hercegowinie. Pełnił funkcję szefa Pionu Szkolenia i Ćwiczeń Kwatery Głównej Sojuszniczych Sił Zbrojnych NATO w Europie (SHAPE) w Mons. Był zastępcą dowódcy 3. Międzynarodowego Korpusu Armijnego w Turcji; dowodził Wielonarodową Dywizją Sił Stabilizacyjnych w Iraku w 2004 r; w 2007 r. doradzał afgańskiemu ministrowi obrony.
źródło: www.managernaobcasach.pl